25.12.2013

Prolog

        Krople deszczu spadały z nieba. Spotykały na swojej przeszkody, które sprawiały, że rozpryskiwały sie na inne, drobniejsze kropelki. Deszcz obijał sie również o ciężki czarny płaszcz niewysokiej, drobnej postaci. Świat wokół niej zdawał sie płakać i umierać. 
            Grube krople deszczu zalewały obskórną ulicę. Wysokie budynki były zaniedbane - widać to było na pierwszy rzut oka. Przez zachmurzone niebo przedzierały się słabe promienie księżyca. Wątłe światło rozbijało mrok panujący na ulicy. Można było dostrzec, że niektóre budynki nie miały okien, że droga jest wykonana z kamieni, że rynsztoki zamieniły się w małe, brudne strumyki.
            Można było zobaczyć, że płaszcz postaci wykonany jest z jakiegoś grubego, gładkiego materiału. Kaptur postaci przemókł i zmoczył jej długie, ciemne loki. Policzka kobiety również były mokre.
          Bellatrix Lestrange płakała.
          Cichy trzask oznajmił Belli, że ktoś teleportował się obok niej. Ta jednak nawet nie drgnęła. Najwidoczniej spodziewała się "gościa". Jeśli oczywiście można mówić o odwiedzinach na środku ulicy.  Przybyła osoba była znaczne wyższa, dobrze zbdowana. Niewątpliwie był to mężczyzna.
    - Tutaj cię pierwszy raz spotkałam. Dokładnie tutaj, przed tą księgarnią. Pamiętasz? - Kobieta zdjęła kaptur i spojrzała w stronę przybysza.
   - To było tu.? Bella, pamięć cię zawodzi. To tu, to było chyba nasze  trzecie, lub któreś tam z kolei spotkanie - odpowiedział mężczyzna pewnym głosem.
   - Droczysz sie ze mną. Jestem pewna że to tu cię poznałam.
   - Ależ nie. Skądże. - Kpina. Często słyszała ją w jego głosie.
   - Tak. Nokturn wtedy tętnił życiem. Przepychałeś się w kolejce do przydrożnej ciastkarni. Kazałeś mi uczesać włosy, bo nie widzisz przez nie horyzontu.
   - No, za to ty stwierdziłaś, że wszyscy na horyroncie widzą mnie, bo jestem czerwony jak sygnalizacja świetlna lub, nie przymierzając, Weasley. - Mężczyzna starał sie zachować powagę, lecz w jego głosie czuć było nutę rozbawienia.
   - Jeśli cię to jakoś pocieszy: teraz jesteś bardziej... bardziej... nie. Wiem! Jesteś bardziej kasztanowowłosy, niż rudy, Rudolphusie. I bogatszy niż Artur Weasley. I przystojniejszy.
   - I już niedługo bardziej żywszy. - Bella roześmiała sie. - Ty za to jesteś tak samo rozczochrana, jak dawniej, Bellatrix.
          Zamilkli patrząc przed siebie.
   - Twoje włosy zawsze były piękne. Myślę, że... Kocham cię. Jesli to uczucie to miłość...
            Cichy trzask aportacji i mężczyzna został sam.
            Chmury zasłoniły księżyc. Całą ulicę spowił mrok. Krople deszczu moczyły jego twarz. Mieszały się z innymi, bardziej słonymi.
           Rudolphus Lestrange płakał.